Nasze przygotowania do meczu z Legią Warszawa nie różnią się niczym specjalnym od innych. Podchodzimy do tego przeciwnika, tak jak do każdego, nie jest to dla nas jakiś wyjątkowy mecz. Gdybyśmy wiedzieli, że ten pojedynek bezpośrednio może zapewnić nam mistrzostwo, to prawdopodobnie inaczej by to wyglądało. Do końca sezonu jednak zostało jeszcze sporo meczów i ten jeden niedzielny na pewno nie przesądzi o mistrzostwie Polski, jak niektórzy uważają…
Będziemy walczyć w niedzielę o trzy punkty tak samo jak zawsze. Mieliśmy już kilka treningów, trochę z piłkami, trochę siłowych. W środę analizowaliśmy mecz z Ruchem. Zastanawialiśmy się wspólnie z trenerami, co powinniśmy zrobić lepiej i co musimy poprawić, a także jak lepiej się ustawiać. W czwartek będziemy pilnie obserwować mecz Legii w Lidze Europejskiej, a w piątek czeka nas kolejna odprawa, podczas której weźmiemy pod lupę warszawską drużynę. Trener Lenczyk nalegał mocno, abyśmy pilnie oglądali czwartkowy pojedynek Legii ze Sportingiem i obserwowali, jak grają nasi rywale. W sobotę jedziemy na króciutkie zgrupowanie, a dzień później oczywiście walka o kolejne punkty na Stadionie Miejskim.
Chciałbym nieco ostudzić tę całą euforię na temat naszego najbliższego meczu. Ani przegrana, ani wygrana wiele nie zmieni. Oprócz Legii są w tabeli jeszcze inne zespoły. Śląsk niestety nie jest jeszcze drużyną, która w kwietniu z dziesięcioma punktami przewagi nad drugim zespołem zapewni sobie tytuł mistrzowski. To nie będzie żaden mecz o sześć punktów. Już ostatnio wspominałem, że nie dwa pierwsze mecze decydują o sukcesie, a tak naprawdę cała reszta spotkań. Mamy przewagę czterech punktów nad Polonią, ale to nie daje nam żadnego komfortu psychicznego. O lepszym samopoczuciu moglibyśmy powiedzieć, gdybyśmy z Legią po 10 minutach wygrywali 3:0.
Każdy z nas przed meczem stara się złapać jak najlepszą formę. Wiadomo, że wszyscy walczymy o premie, o tytuły, o to, żeby pokazać się selekcjonerowi i aby kibice podczas meczu bili brawo. Niestety, nie da się tego zaprogramować. Czasami się udaje, a czasami nie.
Legia jest zespołem klasowym, budowanym już od dłuższego czasu. Nie zapominajmy, że jest to również zdobywca Pucharu Polski i brązowy medalista z ubiegłego sezonu. Drużyna z Łazienkowskiej rok w rok występuje także w europejskich pucharach. Ich piłkarski poziom stoi na bardzo wysokim poziomie. Jeżeli komuś wydaje się, że teraz będzie łatwiej, bo warszawianie sprzedali trzech zawodników, to grubo się myli. Nie ma mowy o żadnym osłabieniu zespołu, zostało tam jeszcze wielu świetnych piłkarzy. Nie wyobrażam sobie, żeby inną drużynę w naszym kraju było stać na ściąganie choćby kogoś takiego jak Ljuboja. Ciężko byłoby poza tym namówić go na grę w innym mieście niż stolica – tacy gracze stawiają często takie warunki. Drugi przykład to Nacho Novo. Czy wydaje Wam się, że Hiszpan mógłby grać w jakimś innym polskim klubie?
Radović, Ljuboja, Novo to zdaje się, oprócz całej reszty, najgroźniejsi zawodnicy Legii. Pierwszego cenię najbardziej, bo najdłużej gra w Polsce i jest doskonale zgrany z kolegami. Ljuboja to klasa sama w sobie. Przez te kilka miesięcy gry w Polsce zdążył pokazać już na co go stać. O Novo wiem na razie jeszcze najmniej, ale wiadomo, że to również nie jest przypadkowy, a już na pewno nie anonimowy piłkarz. Oprócz wymienionej trójki do składu Legii puka wielu młodych zawodników, którzy w każdym meczu muszą walczyć na maksa, aby pokazać trenerowi, że warto na nich stawiać. To wszystko sprawia, że Legia jest tak mocna. Jestem pod wrażeniem umiejętności i jakości warszawskiego zespołu. Wierzę jednak w swój zespół. Wspomniałem o świetnych napastnikach Legii, ale w Śląsku grają równie solidni obrońcy, którzy są w stanie sobie z nimi poradzić. Nie możemy koncentrować się tylko na rywalu, musimy skupić się też na sobie i uwierzyć, że można wygrać.
Bronią Śląska przeciwko Legii będzie to, co zawsze. W niedzielę na boisko wyjdzie drużyna, która da z siebie maksimum, zostawi serce na boisku i postara się zagrać dobrą ofensywną piłkę, aby pokonać Legię. Jeśli dołożyć do tego głośne wsparcie wrocławskich kibiców, to już w ogóle nie martwię się o wynik.
Śląsk Wrocław
Legia Warszawa
Ruch Chorzów

Ostatnie komentarze