Ostatnie dni były mocno zwariowane. Zaczęło się od… meczu z Jagiellonią Białystok. Wygraliśmy i awansowaliśmy na pierwszą pozycję w tabeli. Wielka radość – wszystko podczas ostatniej kolejki było praktycznie w naszych rękach. Cieszyliśmy się w szatni ogromnie, ale już na drugi dzień rano wszyscy byliśmy bardzo skupieni i stonowani. Nie było widać radości, tylko megakoncentrację. Wszyscy wiedzieli, jaki mecz nas czeka w Krakowie, o co będziemy walczyć… W sobotę wyjechaliśmy na zgrupowanie. Wśród zawodników pojawiła się duża dawka adrenaliny. Jadąc na mecz z hoteli mijaliśmy mnóstwo, mnóstwo kibiców Śląska. Stali na ulicach, śpiewali, klaskali. To było piękne, mieliśmy ochotę natychmiast wyjść z autobusu i zagrać mecz. Mieć już to wszystko za sobą.
Wisła postawiła poprzeczkę wysoko. To przecież mistrz Polski z poprzedniego sezonu. Krakowianie nie mieli supersezonu, ale to nie znaczy, że zapomnieli, jak grać w piłkę. W Wiśle gra tyle świetnych indywidualności, że w każdej chwili ktoś mógł zagrozić bramce Kelemena. Twardy mecz i zaangażowanie z jednej i z drugiej strony. W przerwie do szatni wszedł kierownik drużyny i oznajmił, że wszystkie mecze nieco się opóźnią ze względu na burdy, które mają właśnie miejsce w Warszawie. To wprowadziło małą nerwowość, przecież takie rzeczy nie dzieją się na co dzień. Gorsza informacja napłynęła z Chorzowa, gdzie Ruch prowadził z Lechią już 2:0. Zanim wyszliśmy na drugą połowie powiedzieliśmy sobie głośno, że to ostatnie 45 minut w tym sezonie. Nie ma miejsca na kalkulacje i oszczędzanie sił. Udało się zdobyć gola i staraliśmy się wciąż grać swoje. Wytrzymaliśmy do ostatnich minut, potem Wisła miała okazję, aby pozbawić nas spełnienia marzeń. Nerwy w końcówce sięgały zenitu. Usłyszeliśmy końcowy gwizdek i wybuchła wielka radość. Zaczęło się wielkie świętowanie. Bawiliśmy się z kibicami, śpiewaliśmy. Największe wrażenie zrobili na mnie piłkarze Wisły. Ustępujący mistrzowie. Mogli po meczu normalnie iść do szatni, zamiast tego zostali, zrobili nam specjalny tunel i czekali na nas, a kiedy wywoływani przez spikera wybiegaliśmy, ci bili nam brawo. Wielki szacunek dla chłopaków – pokazali klasę i wielki charakter.
Nie zapomnę tego dnia do końca życia. To było coś niepowtarzalnego. Po meczu pojechaliśmy do hotelu i tam świętowaliśmy mistrzostwo. Długie godziny przesiedzieliśmy przy sole, przy którym omawialiśmy, co złożyło się na ten sukces. Analizowaliśmy, jak do tego wszystkiego doszliśmy i było przy tym dużo śmiechu. W trakcie tego sezonu mieliśmy dużo wzlotów i upadków. Najpierw wydawało się, że powalczymy o mistrzostwo, później mało kto jeszcze w to wierzył, a na koniec zdobyliśmy tytuł. Pamiętam, że nawet po słabych w naszym wykonaniu, przegranych meczach nie przestawaliśmy wierzyć, ciągle kalkulowaliśmy, jak wspiąć się na szczyt. Cały czas dyskutowaliśmy i spekulowaliśmy. Po meczach zostawaliśmy dłużej i podczas odnowy biologicznej rozmawialiśmy, co musimy poprawić w grze. Był taki moment, że niemal wszyscy przestali w nas wierzyć, pojawiły się różne plotki odnośnie do tych finansów w Śląsku, wtedy do szatni przyszedł prezydent miasta, Rafał Dutkiewicz, porozmawiał z nami i uspokajał nas, abyśmy nie martwili się o pieniądze. To było ważne spotkanie. Dużo lepiej wtedy poczuliśmy się, że prezydent zainteresował się naszą sytuacją. Po meczu z Polonią Warszawa zostałem zaproszony do studia Canal+. Pojechałem bronić drużynę i samego siebie. Powiedziałem tam ważne zdanie, którego też chyba nie zapomnę: “Poczekajmy, bo na koniec wszystko może się jeszcze odwrócić.” Tak się właśnie stało. Śląsk wygrał ligę.
We wtorek na wrocławskim rynku była wielka feta. Podobno były sygnały od kibiców, że można to było lepiej zorganizować, że powinniśmy zatrzymać się i wejść na scenę. Zgadza się, ale z drugiej strony nie co roku Śląsk zdobywa mistrzostwo nie jesteśmy doświadczeni, jeśli chodzi o takie masowe świętowanie. Myślę, że mimo to było świetnie. Sam dojazd ze stadionu do Rynku bardzo mi się podobał. Pełno kibiców na ulicach, ludzie machali do nas z okien. Nawet tacy starsi, którzy pewnie nie chodzą już na mecze. To było niesamowite. Ten sukces należał się wszystkim wrocławianom. Każdy na to zasłużył.
W imieniu całej drużyny dziękuję wszystkim kibicom za wsparcie przez ten cały sezon. Mam nadzieję, że w kolejnym znowu będziemy walczyć razem!

Wisła Kraków
Śląsk Wrocław

Ostatnie komentarze